<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Kryminał</title>
	<atom:link href="http://kryminalne.opowiastki.info/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://kryminalne.opowiastki.info</link>
	<description>Kolejny blog oparty na WordPressie</description>
	<lastBuildDate>Wed, 03 Mar 2010 17:19:09 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Nie był przystojny, wiedział o tym</title>
		<link>http://kryminalne.opowiastki.info/nie-byl-przystojny-wiedzial-o-tym/</link>
		<comments>http://kryminalne.opowiastki.info/nie-byl-przystojny-wiedzial-o-tym/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 03 Mar 2010 17:19:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[przecietny wiek]]></category>
		<category><![CDATA[snieznobialy puch]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kryminalne.opowiastki.info/nie-byl-przystojny-wiedzial-o-tym/</guid>
		<description><![CDATA[Co pan mi opowiada? Że dotyczy to większej liczby ludzi? Jakiś rodzaj kultu?
Decker nabrał powietrza, aby jeszcze raz wygłosić swoje ostrzeżenie przed Midian. Komandosi różnie nazy­wali swojego szefa, ale nigdy nie mówili o nim za jego plecami po nazwisku. Pięć minut w jego obecności &#8211; i Decker wiedział dlaczego; dziesięć &#8211; i miał chęć go [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Co pan mi opowiada? Że dotyczy to większej liczby ludzi? Jakiś rodzaj kultu?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Decker nabrał powietrza, aby jeszcze raz wygłosić swoje ostrzeżenie przed Midian. Komandosi różnie nazy­wali swojego szefa, ale nigdy nie mówili o nim za jego plecami po nazwisku. Pięć minut w jego obecności &#8211; i Decker wiedział dlaczego; dziesięć &#8211; i miał chęć go porąbać. Ale nie dzisiaj. Dziś potrzebował Irwina Eigermana, a Eigerman jego, choć on nie wiadomo czy uświa­damiał to sobie. Za dnia Midian było słabe, a więc musieli działać szybko. Już pierwsza po południu. Do zmroku jeszcze daleko, lecz i do Midian także. Przewiezienie tam oddziałów, które zniszczą to miejsce to robota na kilka godzin, a każda minuta stracona na dyskusje to minuta stracona na działanie.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Pod cmentarzem &#8211; powiedział Decker, star­tując znów od miejsca, w którym zaczął pół godziny wcześniej.<span id="more-14"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Eigerman ledwie udawał, że słucha. Jego euforia wzrastała wprost proporcjonalnie do liczby ciał wyno­szonych ze </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Sweetgrass Inn, </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">a dochodzącej obecnie do szesnastu. Miał nadzieję na więcej. Jedyną ludzką istotą, która przeżyła, było roczne niemowlę, znalezione w plą­taninie zakrwawionych prześcieradeł. Osobiście wyniósł je z budynku, ku zadowoleniu fotoreporterów. A jutro kraj pozna jego imię. Wszystko to oczywiście nie byłoby możliwe bez udziału Deckera, dlatego z pobłażaniem traktował tego człowieka, aczkolwiek w tym stadium postępowania, w obecności dziennikarzy i fleszów, byłby głupi, gdyby </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">zaczął </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">szukać winowajcy wśród paru świrów uwielbiających towarzystwo zwłok, a to właśnie sugerował mu Decker.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Wyciągnął grzebień i zaczął czesać swoją prze­rzedzoną fryzurę z nadzieją, że oszuka aparaty fotograficzne. Nie był przystojny, wiedział o tym. A gdyby czasem zapomniał, Annie zaraz mu przypomni. Lubiła robić uwagi w stylu: „Wyglądasz jak locha&#8221;, zwykle przed snem w sobotni wieczór. Ale ludzie zawsze widzą to, co chcą zobaczyć. A po dzisiejszym dniu będzie wyglądał jak bohater.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Czy pan słucha? &#8211; spytał Decker.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Słyszę pana. Ludzie rabują groby. Słyszę.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie rabują. I nie ludzie.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Świry &#8211; powiedział Eigerman. &#8211; Widziałem już takich.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Na pewno nie takich.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Chyba nie twierdzi pan, że paru z nich było w </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Sweetgrass Inni</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Nie.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Tutaj złapaliśmy człowieka winnego?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Tak.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Został zamknięty.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Tak. Ale w Midian są inni.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Mordercy?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Prawdopodobnie.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie jest pan pewien?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Niech pan tam po prostu wyśle paru swoich ludzi.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Po co ten pośpiech?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Już raz mówiłem, po co się powtarzać?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Niech pan powie jeszcze raz.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Trzeba ich pogonić przy świetle dziennym.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- A kim oni są? Rodzajem pijawek? &#8211; zachichotał sam do siebie. &#8211; Tym są?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Poniekąd.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Cóż, poniekąd muszę panu powiedzieć, że to musi poczekać. Mają ze mną przeprowadzić wywiad różni ludzie, doktorze. Nie mogę odmówić prośbom, to byłoby niegrzeczne.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kryminalne.opowiastki.info/nie-byl-przystojny-wiedzial-o-tym/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Krew za­krzepła na koszulce aż po pierś</title>
		<link>http://kryminalne.opowiastki.info/krew-za%c2%adkrzepla-na-koszulce-az-po-piers/</link>
		<comments>http://kryminalne.opowiastki.info/krew-za%c2%adkrzepla-na-koszulce-az-po-piers/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 03 Mar 2010 17:17:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[bez perspektyw]]></category>
		<category><![CDATA[zaproszenia na lockerz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kryminalne.opowiastki.info/krew-za%c2%adkrzepla-na-koszulce-az-po-piers/</guid>
		<description><![CDATA[Każdy, kto się tu znalazł dziś rano, stał się częścią historii. Ta świadomość uciszała ludzi.
Lori przeniosła swoją uwagę ze świadków na grupę stojącą przy pierwszym samochodzie. Wyłom w wianusz­ku dyskutantów umożliwił jej dostrzeżenie człowieka pośrodku. Elegancko ubrany, wypolerowane okulary błyszczące w słońcu. Decker trzymał fason. O czym przekonywał: czy o szansie pokojowego wyprowadzenia swojego pacjenta [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Każdy, kto się tu znalazł dziś rano, stał się częścią historii. Ta świadomość uciszała ludzi.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Lori przeniosła swoją uwagę ze świadków na grupę stojącą przy pierwszym samochodzie. Wyłom w wianusz­ku dyskutantów umożliwił jej dostrzeżenie człowieka pośrodku. Elegancko ubrany, wypolerowane okulary błyszczące w słońcu. Decker trzymał fason. O czym przekonywał: czy o szansie pokojowego wyprowadzenia swojego pacjenta na powietrze? Jeśli miał taki pomysł, został on odrzucony przez jedynego w tym gronie umun­durowanego policjanta, szefa policji w Shere Neck, który na jego apel machnął tylko ręką, a potem całkiem wyłączył się z tej dyskusji. Z oddali trudno było odczytać reakcję Deckera, ale wydawało się, że wspaniale panuje nad sobą; nachylił się do ucha innego policjanta, który uważnie skinął głową.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Poprzedniej nocy Lori widziała Deckera jako zde­maskowanego szaleńca. I teraz znów chciała go zdemas­kować. Zedrzeć tę fasadę ucywilizowanego zatroskania. Ale jak? Jeśli wyjdzie z ukrycia i rzuci mu wyzwanie (spróbuje wyjaśnić, co widziała i przeżyła w ciągu ostat­nich dwudziestu czterech godzin) &#8211; </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">założą </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">jej kaftan bezpieczeństwa, zanim zipnie.<span id="more-13"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">To on paradował w świetnie skrojonym garniturze, miał doktorat i ustosunkowanych przyjaciół, to on był mężczyzną, głosem rozsądku i analitycznym umysłem, a ona &#8211; tyko kobietą! I kto za nią stał? Kochanek szaleniec, od czasu do czasu bestia&#8230; Nocna twarz Deckera czuła się całkiem bezpiecznie.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Nagle z wnętrza budynku buchnęły krzyki. Na rozkaz swojego szefa policjanci wymierzyli broń w drzwi frontowe, reszta wycofała się o kilka jardów. Dwaj policjanci z wycelowaną w kogoś bronią wyszli tyłem. Zaraz za nimi, z rękoma skutymi z przodu Boone, który został wypchnięty na światło, które niemal go oślepiło. Próbował odwrócić się od blasku, wycofać do cienia, ale dwaj uzbrojeni mężczyźni po­pchnęli go naprzód.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Nie pozostało nic ze stwora, którym się stał, ale istniały wystarczające dowody jego głodu. Krew za­krzepła na koszulce aż po pierś, zbryzgała mu twarz i ramiona.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Publiczność wyraziła aprobatę dla działań policjantów na widok zabójcy w kajdankach. Dołączył się Dec­ker, kiwając głową i uśmiechając się, kiedy prowadzono Boone’a, z głową odwróconą od słońca, i wsadzano na tylne siedzenie jednego z samochodów.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Natłok uczuć ogarnął Lori, gdy patrzyła na tę scenę. Ulga, że Boone’a nie zastrzelono na jej oczach mieszała się ze zgrozą, bo wiedziała, kim on jest; wściekłość na grę Deckera i niesmak, że tylu się na to nabrało.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Tak wiele masek. Czy tylko ona nie miała sekret­nego życia, żadnego innego „ja&#8221; w swoim szpiku czy psychice? Jeśli tak, to może nie było dla niej miejsca w grze pozorów, może Boone i Decker byli tu praw­dziwymi kochankami, zmieniającymi twarze, walczący­mi ze sobą, ale niezbędnymi sobie.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">A ona obejmowała tego człowieka, żądała, żeby on też ją obejmował, przykładała wargi do jego twarzy. Już nigdy tego nie zrobi, wiedząc, co kryło się za jego wargami, za jego oczami. Nigdy nie mogłaby pocałować bestii.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Dlaczego zatem jej serce waliło teraz jak młot?</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kryminalne.opowiastki.info/krew-za%c2%adkrzepla-na-koszulce-az-po-piers/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Przybyły jeszcze dwa wozy pat­rolowe</title>
		<link>http://kryminalne.opowiastki.info/przybyly-jeszcze-dwa-wozy-pat%c2%adrolowe/</link>
		<comments>http://kryminalne.opowiastki.info/przybyly-jeszcze-dwa-wozy-pat%c2%adrolowe/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 03 Mar 2010 17:17:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[ciekawe filmiki]]></category>
		<category><![CDATA[gorace chili]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kryminalne.opowiastki.info/przybyly-jeszcze-dwa-wozy-pat%c2%adrolowe/</guid>
		<description><![CDATA[Na dole zgrzytały hamulce, trzaskały klamki. Zaraz otoczą budynek, zablokują wszelką nadzieję ucieczki, po chwili będą na schodach. Nie miała wyboru &#8211; mu­siała zostawić bestię z jej głodem. Boone był dla niej stracony.
Wybrała powrót nie tą drogą, którą przyszli, lecz tylnymi schodami. Dobra decyzja; kiedy tylko skręciła górnym korytarzem, usłyszała policję na drugim jego końcu, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Na dole zgrzytały hamulce, trzaskały klamki. Zaraz otoczą budynek, zablokują wszelką nadzieję ucieczki, po chwili będą na schodach. Nie miała wyboru &#8211; mu­siała zostawić bestię z jej głodem. Boone był dla niej stracony.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Wybrała powrót nie tą drogą, którą przyszli, lecz tylnymi schodami. Dobra decyzja; kiedy tylko skręciła górnym korytarzem, usłyszała policję na drugim jego końcu, dobijającą się do drzwi. Niemal w tejże chwili usłyszała, jak policjanci forsują wejście i wydają okrzyki niesmaku. Jeszcze nie znaleźli Boone’a, on nie przebywał za zamkniętymi drzwiami. Wyraźnie odkryli coś jeszcze na górnym korytarzu. Instynkt mówił jej wyraźnie, że Decker był poprzedniej nocy skrupulatny. Gdzieś w bu­dynku przeżył pies; przegapił też w swojej pasji niemow­lę, ale reszcie nie przepuścił. Wrócił prosto z Midian, po swoich niepowodzeniach i zabił każdą żywą istotę w tym miejscu.<span id="more-12"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Na górze i na dole oficerowie śledczy zapoznawali się ze wszystkimi faktami, ale szok, jakiego doznali, czynił ich nieudolnymi. Lori bez trudu wymknęła się z budynku i pobiegła w stronę zagajnika na tyłach, gdzie znalazła schronienie wśród drzew. Jeden z policjantów wychynął zza węgła, ale nie miał zamiaru jej szukać. Gdy tylko zniknął kolegom z oczu, zwymiotował śniadanie, a potem wytarł starannie usta chusteczką i wrócił na­tychmiast do pracy.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Była bezpieczna, bo zanim nie skończą poszukiwań wewnątrz, nie zajmą się otoczeniem. Czekała. Co zrobią z Boonem, kiedy go znajdą? Pewnie go zastrzelą. W żaden inny sposób nie mogła go przed tym ustrzec. Ale minuty mijały, a chociaż w budynku rozlegały się jakieś krzyki, nie słyszała strzałów. Musieli go do tego czasu znaleźć. Może lepszy widok na to, co się dzieje, miałaby od frontu budynku.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Z trzech stron hotel otaczały zarośla i drzewa. Z trudem przedzierała się przez poszycie na pobocze zagajnika, a z każdym jej ruchem przybywało policjan­tów z tyłu budynku, którzy przychodzili tu od frontu i zajmowali pozycje. Przybyły jeszcze dwa wozy pat­rolowe. Pierwszy był pełen uzbrojonych policjantów, a w drugim przybyła ekipa specjalistów. Za nimi przyje­chały dwie karetki.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Potrzeba będzie ich więcej &#8211; pomyślała ponuro. O wiele więcej.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Chociaż zgromadzenie tylu samochodów i uzbrojo­nych ludzi przyciągało publiczność złożoną z przechod­niów, sytuacja od frontu budynku została opanowana i wszystko wyglądało niemal banalnie. Ten dom zamienił się w dwupiętrową trumnę. Prawdopodobnie zamor­dowano tu więcej ludzi w ciągu tej jednej nocy, niż zginęło śmiercią gwałtowną w Shere Neck od czasu założenia miasta.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kryminalne.opowiastki.info/przybyly-jeszcze-dwa-wozy-pat%c2%adrolowe/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>błagał ją zamierają­cym głosem</title>
		<link>http://kryminalne.opowiastki.info/blagal-ja-zamieraja%c2%adcym-glosem/</link>
		<comments>http://kryminalne.opowiastki.info/blagal-ja-zamieraja%c2%adcym-glosem/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 03 Mar 2010 17:15:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[hostessy]]></category>
		<category><![CDATA[radom]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kryminalne.opowiastki.info/blagal-ja-zamieraja%c2%adcym-glosem/</guid>
		<description><![CDATA[Kiedy mówiła, Boone wydychał powietrze. To nie był normalny oddech i wiedziała o tym, zanim jeszcze dym wydobył się z jego gardła. Kiedy się pojawił, podniósł ręce do ust, jak gdyby chciał go zatrzymać, ale zawisły na wysokości podbródka i zaczęły drżeć.
- Odejdź &#8211; powiedział, na tym samym oddechu, który mieszał się z dymem.
Nie mogła [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Kiedy mówiła, Boone wydychał powietrze. To nie był normalny oddech i wiedziała o tym, zanim jeszcze dym wydobył się z jego gardła. Kiedy się pojawił, podniósł ręce do ust, jak gdyby chciał go zatrzymać, ale zawisły na wysokości podbródka i zaczęły drżeć.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Odejdź &#8211; powiedział, na tym samym oddechu, który mieszał się z dymem.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Nie mogła się poruszyć, ani nawet oderwać od niego wzroku. Półmrok nie był na tyle gęsty, aby nie zauważyła nadchodzącej zmiany. Jego twarz ulegała transformacji za woalem dymu, światło płonęło w ramionach i falami wspinało się po szyi, aby roztopić kości głowy.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie chcę, żebyś patrzyła &#8211; błagał ją zamierają­cym głosem.<span id="more-11"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Za późno. Widziała już człowieka z ciałem pogrążo­nym w ogniu w Midian; i panterę z głową psa i jeszcze więcej. A teraz Boone rozbierał swoją ludzką postać w jej oczach. Jak istota z koszmarów. Nic dziwnego, że wył, z odrzuconą w tył głową, kiedy jego twarz rozpływała się.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Ten dźwięk został jednak niemal całkiem zagłuszo­ny przez syreny. Policja znajdowała się nie dalej niż o minutę drogi. Gdyby teraz wyszli, zdążyliby uciec.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Naprzeciw niej stał gotowy Boone, całkiem złożony (albo rozłożony). Opuścił głowę, resztki dymu unosiły się wokoło. Potem </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">zaczął </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">się poruszać, a nowa muskulatura unosiła go lekko, jak atletę.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Miała nadzieję, że teraz zrozumie niebezpieczeńst­wo i podejdzie do drzwi, aby szukać ocalenia. Ale nie. Poszedł w stronę zmarłych, tam gdzie wciąż leżało </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;"><em>menage a trois, </em></span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">i zanim zdążyła pomyśleć, jedna z pazurzastych rąk sięgnęła po zwłoki ze sterty, przyciągając je do swoich ust.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie, Boone! &#8211; wrzasnęła. &#8211; Nie!</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Jej głos dotarł do niego, czy też &#8211; do tej części, która wciąż była Boonem, ale utonął w chaosie potwora. Oderwał się od mięsa i spojrzał na nią. Wciąż miał niebieskie, pełne łez oczy.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Ruszyła w jego Stronę.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie &#8211; błagała.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Przez chwilę wydawało się, że waży miłość i apetyt. Potem zapomniał o niej i podniósł ludzkie mięso do ust. Nie patrzyła, jak zaciskają się szczęki, ale dobiegły ją odgłosy jedzenia. Z trudem zachowała świadomość, sły­sząc, jak Boone rozdziera i żuje mięso.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kryminalne.opowiastki.info/blagal-ja-zamieraja%c2%adcym-glosem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Z pokoju nie było odpowiedzi</title>
		<link>http://kryminalne.opowiastki.info/z-pokoju-nie-bylo-odpowiedzi/</link>
		<comments>http://kryminalne.opowiastki.info/z-pokoju-nie-bylo-odpowiedzi/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 03 Mar 2010 17:14:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[bez perspektyw]]></category>
		<category><![CDATA[ciekawe filmiki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kryminalne.opowiastki.info/z-pokoju-nie-bylo-odpowiedzi/</guid>
		<description><![CDATA[Wszędzie krew. Stała i gapiła się przez całą minutę, zanim zmusiła się do przekroczenia progu i poszukiwa­nia oznak życia. Jednak nawet szybki rzut oka na każde ciało potwierdzał, że ta sama zbrodnia dosięgła wszyst­kich sześć osób. Znała imię zbrodniarza. Zostawił swój znak, wycinając rysy twarzy nożem, tak jak w przypad­ku Sheryl. Trzy spośród sześciu osób [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Wszędzie krew. Stała i gapiła się przez całą minutę, zanim zmusiła się do przekroczenia progu i poszukiwa­nia oznak życia. Jednak nawet szybki rzut oka na każde ciało potwierdzał, że ta sama zbrodnia dosięgła wszyst­kich sześć osób. </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Znała </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">imię zbrodniarza. Zostawił swój znak, wycinając rysy twarzy nożem, tak jak w przypad­ku Sheryl. Trzy spośród sześciu osób zostało złapanych </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;"><em>In flagrante delicto. </em></span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Dwaj mężczyźni i kobieta, częściowo rozebrani, padli na siebie na łóżku w śmiertelnej plątaninie. Inni wyzionęli ducha w różnych punktach poko­ju, chyba nawet we śnie. Zasłaniając ręką usta, aby nie wdychać tej woni i nie szlochać, wyszła z pokoju, czując żołądek w gardle. Gdy stanęła na korytarzu, kątem oka dostrzegła Boone’a. Już nie siedział, lecz powoli zbliżał się do niej.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Musimy&#8230; wyjść&#8230; stąd! &#8211; stwierdziła. Niczym się nie zdradził, że usłyszał, co powiedziała, ale podszedł do niej.<span id="more-10"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Decker&#8230; &#8211; odezwała się. &#8211; To Decker. Wciąż nie odpowiadał.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Powiedz coś do mnie, Boone! Wymamrotał coś.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- On tu może wciąż być &#8211; zauważyła. &#8211; Musimy się spieszyć.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Ale on już wkroczył, aby obejrzeć rzeź z bliska. Nie chciała patrzeć po raz drugi. Wróciła więc do swojego pokoju, aby skończyć pospiesznie pakowanie. Słyszała, jak Boone chodzi po sąsiednim pokoju, oddychając nie­mal z bólem. Bojąc się go zostawić samego, przestała zbierać wszystkie rzeczy, lecz skupiła się na najważniej­szych, między innymi na fotografiach i notesie z ad­resami, a potem wyszła na korytarz.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Dobiegł tam jej hałas syren policyjnych i przeraź­liwy ryk wpędził ją w panikę. Samochody znajdowały się jeszcze daleko, ale bez wątpienia podążały właśnie tutaj. Dźwięki syren nadciągały do </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Sweetgrass Inn, </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">żądne schwytania winnego.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Zawołała Boone’a.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Skończyłam! Chodźmy! Z pokoju nie było odpowiedzi.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Boone?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Podeszła do drzwi, starając się nie patrzeć na zwłoki. Boone stał w głębi pokoju, odcinając się na tle zasłon. Nie słyszała jego oddechu.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Słyszysz mnie? &#8211; spytała.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Nie poruszył żadnym mięśniem. Nie mogła dostrzec wyrazu jego twarzy w półmroku, ale zauważyła, że zdjął okulary.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kryminalne.opowiastki.info/z-pokoju-nie-bylo-odpowiedzi/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
