Co pan mi opowiada? Że dotyczy to większej liczby ludzi? Jakiś rodzaj kultu?
Decker nabrał powietrza, aby jeszcze raz wygłosić swoje ostrzeżenie przed Midian. Komandosi różnie nazywali swojego szefa, ale nigdy nie mówili o nim za jego plecami po nazwisku. Pięć minut w jego obecności – i Decker wiedział dlaczego; dziesięć – i miał chęć go porąbać. Ale nie dzisiaj. Dziś potrzebował Irwina Eigermana, a Eigerman jego, choć on nie wiadomo czy uświadamiał to sobie. Za dnia Midian było słabe, a więc musieli działać szybko. Już pierwsza po południu. Do zmroku jeszcze daleko, lecz i do Midian także. Przewiezienie tam oddziałów, które zniszczą to miejsce to robota na kilka godzin, a każda minuta stracona na dyskusje to minuta stracona na działanie.
- Pod cmentarzem – powiedział Decker, startując znów od miejsca, w którym zaczął pół godziny wcześniej. Read the full article »
by admin on Marzec 3, 2010
Każdy, kto się tu znalazł dziś rano, stał się częścią historii. Ta świadomość uciszała ludzi.
Lori przeniosła swoją uwagę ze świadków na grupę stojącą przy pierwszym samochodzie. Wyłom w wianuszku dyskutantów umożliwił jej dostrzeżenie człowieka pośrodku. Elegancko ubrany, wypolerowane okulary błyszczące w słońcu. Decker trzymał fason. O czym przekonywał: czy o szansie pokojowego wyprowadzenia swojego pacjenta na powietrze? Jeśli miał taki pomysł, został on odrzucony przez jedynego w tym gronie umundurowanego policjanta, szefa policji w Shere Neck, który na jego apel machnął tylko ręką, a potem całkiem wyłączył się z tej dyskusji. Z oddali trudno było odczytać reakcję Deckera, ale wydawało się, że wspaniale panuje nad sobą; nachylił się do ucha innego policjanta, który uważnie skinął głową.
Poprzedniej nocy Lori widziała Deckera jako zdemaskowanego szaleńca. I teraz znów chciała go zdemaskować. Zedrzeć tę fasadę ucywilizowanego zatroskania. Ale jak? Jeśli wyjdzie z ukrycia i rzuci mu wyzwanie (spróbuje wyjaśnić, co widziała i przeżyła w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin) – założą jej kaftan bezpieczeństwa, zanim zipnie. Read the full article »
by admin on Marzec 3, 2010
Na dole zgrzytały hamulce, trzaskały klamki. Zaraz otoczą budynek, zablokują wszelką nadzieję ucieczki, po chwili będą na schodach. Nie miała wyboru – musiała zostawić bestię z jej głodem. Boone był dla niej stracony.
Wybrała powrót nie tą drogą, którą przyszli, lecz tylnymi schodami. Dobra decyzja; kiedy tylko skręciła górnym korytarzem, usłyszała policję na drugim jego końcu, dobijającą się do drzwi. Niemal w tejże chwili usłyszała, jak policjanci forsują wejście i wydają okrzyki niesmaku. Jeszcze nie znaleźli Boone’a, on nie przebywał za zamkniętymi drzwiami. Wyraźnie odkryli coś jeszcze na górnym korytarzu. Instynkt mówił jej wyraźnie, że Decker był poprzedniej nocy skrupulatny. Gdzieś w budynku przeżył pies; przegapił też w swojej pasji niemowlę, ale reszcie nie przepuścił. Wrócił prosto z Midian, po swoich niepowodzeniach i zabił każdą żywą istotę w tym miejscu. Read the full article »
by admin on Marzec 3, 2010
Kiedy mówiła, Boone wydychał powietrze. To nie był normalny oddech i wiedziała o tym, zanim jeszcze dym wydobył się z jego gardła. Kiedy się pojawił, podniósł ręce do ust, jak gdyby chciał go zatrzymać, ale zawisły na wysokości podbródka i zaczęły drżeć.
- Odejdź – powiedział, na tym samym oddechu, który mieszał się z dymem.
Nie mogła się poruszyć, ani nawet oderwać od niego wzroku. Półmrok nie był na tyle gęsty, aby nie zauważyła nadchodzącej zmiany. Jego twarz ulegała transformacji za woalem dymu, światło płonęło w ramionach i falami wspinało się po szyi, aby roztopić kości głowy.
- Nie chcę, żebyś patrzyła – błagał ją zamierającym głosem. Read the full article »
by admin on Marzec 3, 2010
Wszędzie krew. Stała i gapiła się przez całą minutę, zanim zmusiła się do przekroczenia progu i poszukiwania oznak życia. Jednak nawet szybki rzut oka na każde ciało potwierdzał, że ta sama zbrodnia dosięgła wszystkich sześć osób. Znała imię zbrodniarza. Zostawił swój znak, wycinając rysy twarzy nożem, tak jak w przypadku Sheryl. Trzy spośród sześciu osób zostało złapanych In flagrante delicto. Dwaj mężczyźni i kobieta, częściowo rozebrani, padli na siebie na łóżku w śmiertelnej plątaninie. Inni wyzionęli ducha w różnych punktach pokoju, chyba nawet we śnie. Zasłaniając ręką usta, aby nie wdychać tej woni i nie szlochać, wyszła z pokoju, czując żołądek w gardle. Gdy stanęła na korytarzu, kątem oka dostrzegła Boone’a. Już nie siedział, lecz powoli zbliżał się do niej.
- Musimy… wyjść… stąd! – stwierdziła. Niczym się nie zdradził, że usłyszał, co powiedziała, ale podszedł do niej. Read the full article »
by admin on Marzec 3, 2010